„To nie halucynacja, a dowód w sprawie.”
Napisałem to zdanie po jednej z sesji w Andach. Kiedy ktoś pyta o huachumę po raz pierwszy, często pada to samo pytanie. „Czy widziałeś rzeczy?” Tak, widziałem. Ale nie takie, których nie ma. Widziałem dokładnie to, co było, tylko inaczej niż zwykle.

Na tej różnicy opiera się cała filozofia mojej pracy z tym kaktusem.
Odkrycie w Hatun Machay
Rok 2016. Hatun Machay, formacje skalne na wysokości ponad czterech tysięcy metrów. Przyszedłem tu z przyjacielem Mateuszem i z huachumą przygotowaną przez Miguela, młodego archeologa z Limy, który opiekował się tamtejszym schroniskiem.
Miguel nie wygłosił przemówienia o ceremonii. Powiedział jedno zdanie. „Wypij tę medycynę i idź porozmawiać ze skałami.”

Poszliśmy.
Pierwsze dwie godziny były trudne fizycznie, ciśnienie skacze, raz gorąco, raz zimno, układ pokarmowy protestuje. Dziadek objawia swoją moc. Potem coś się zmienia.

Procesy górotwórcze, działanie deszczu, śniegu, mrozu, słońca i wiatru, erozja, mchy, porosty, bakterie, cała rzeczywistość, która mnie otacza, przemykają mi przez myśl w zawrotnym tempie. Uświadamiam sobie cykle natury. Wszystko zaczyna oddychać. Skały takie się stają. Świat i moja psychika, wszystko się leje.
Krajobraz zmienia się co krok, chmury nawiewają i przewiewają, robi się mrocznie jak na obrazach Beksińskiego, a zaraz przychodzi słońce. Potem polały się łzy i byliśmy na powrót jak dzieci w piaskownicy.

Tego dnia odkryłem coś, do czego wracam w każdej kolejnej sesji. Natura jest świątynią, gdzie odbywa się magia. Dziadek dał dużo mocy, ciepła, wsparcia, radości. Kochany.
Czym jest bezpośrednie widzenie
Przez lata szukałem słów na opisanie tego, co dzieje się z percepcją podczas pracy z huachumą. „Zmieniony stan świadomości” to termin naukowy, precyzyjny, ale zimny. „Wizje” to słowo, które budzi złe skojarzenia, kojarzy się z halucynacjami, z widzeniem czegoś, czego nie ma.
Najbliżej jest „bezpośrednie widzenie.” Stan, w którym między mną a tym, co widzę, przestaje istnieć warstwa interpretacji. Skała nie jest „skałą.” Woda nie jest „wodą.” Chmura nie jest „chmurą.” Są tym, czym są, w swoim konkretnym kształcie, ruchu, barwie, bez natychmiastowego przekładu na język.

Filozofowie mówią o tym od wieków, różnymi słowami. Fenomenologia Husserla, zen, buddyjska koncepcja shunyata, coś pustego z pojęć, wszystkie te tradycje opisują podobny stan jako cel praktyki. Huachuma prowadzi tam innymi drzwiami, szybciej, w sposób, który jest trudny do przewidzenia i niemożliwy do zaplanowania.
Nasz umysł jest maszyną do tworzenia pojęć. To jego podstawowa praca. Każdy wycinek rzeczywistości, który trafia do świadomości, natychmiast dostaje etykietkę, nazwę, kategorię, porównanie z tym, co znane. To jest adaptacyjne i pożyteczne w codziennym życiu. Ale sprawia też, że żyjemy w języku o rzeczach, a nie w bezpośrednim kontakcie z samymi rzeczami.

Meskalina tymczasowo rozluźnia tę maszynę. Aparat pojęciowy zwalnia. I w tym zwolnieniu pojawia się przestrzeń, w której można spotkać się ze skałą bez pośrednictwa słowa „skała.”
Skąd pochodzi ta roślina i czym jest to doświadczenie w kontekście góry i Apu, opisuję w artykule z Ausangate.
Apu i Dziadek, huachuma w Andach
Świat pulsuje
Po sesjach pisałem zawsze podobne rzeczy. „Obrazy lały się w otoczeniu, kształty pulsowały i zatracały granicę.” „Odarty z racjonalnej kontroli umysłu, rejestrowałem psychodeliczne plamy, sam projektując moje wewnętrzne treści.” „Patrzenie stawało się transem.”
To nie był chaos. To była zmiana trybu przetwarzania. Zamiast identyfikować i kategoryzować, po prostu przyjmowałem. Strumień. Przepływ. Bez oporu, bez etykietowania, bez próby zatrzymania.

Natura jest w tym procesie idealnym partnerem, dlatego że sama jest pulsem. Woda się porusza. Wiatr się porusza. Światło się porusza. Chmury się poruszają. Nawet skała, która wydaje się nieruchoma, pokazuje ruch, kiedy się patrzy na nią inaczej, lata erozji zapisane w warstwach, mikroorganizmy na powierzchni, powolne, geologiczne trwanie.

Uczyliśmy się bezpośrednio od rzek, wodospadów, skał, fal, roślin. To jest zdanie, które napisałem w tekście o projekcie fotograficznym i które do dziś uważam za najdokładniejszy opis tego, co się dzieje. Nie nauczyliśmy się czegoś „o” rzekach. Nauczyliśmy się od rzek. Bezpośrednio. Bez podręcznika.
Fotografia jako praktyka
Fotografia jest dla mnie tym, czym dla innych może być muzyka albo taniec podczas ceremonii. Sposobem przetwarzania i wyrażania tego, co przepływa. Sposobem bycia w tym stanie, nie tylko biernego odbioru.
Duch Meskalito przejawia się w każdym żywiole. Woda, powietrze, skały, słońce. Z ich relacji powstaje ruch, forma, kształt, obraz. To są dla mnie byty żywe, inteligentne, czujące i mądre. I fotografia jest próbą uchwycenia chwili tej relacji.

Z zasady misja ta skazana jest na niepowodzenie. Są to rzeczy nieuchwytne, efekt jest tylko odzwierciedleniem starań. Ale właśnie w tym tkwi wartość tej praktyki. Nie w fotografiach, które z niej wynikają. W samym akcie patrzenia z taką intensywnością, że każda sekunda staje się godna zarejestrowania.

Lekcja skupienia uwagi na treściach, które są dane, ukazane na moment, nieistniejący wycinek czasu, niezarejestrowany przepadający na wieczność, a jednocześnie powtarzający się nieprzerwalnie, w cyklach. To zdanie wzięte z moich notatek o projekcie fotograficznym opisuje zarówno fotografie, jak i samo życie.
Chmury tańczą z wiatrem i promieniami słońca. Woda nie stawia oporu. Na skale widać lata erozji, tylko szczyt stoi nieporuszony. To są rzeczy, które widzi każdy. Huachuma sprawia, że przestają być tłem i stają się treścią.
O wpływie meskaliny na artystów, którzy trafili na nią przed nami, Witkacym, Huxleyem i Michaux, piszę tutaj.
Meskalina i sztuka, od Witkacego do Huxleya
Osiem tygodni w Podocarpus
Najdłuższy czas, jaki spędziłem z huachumą w jednym miejscu, to osiem tygodni w pięknych okolicach parku Podocarpus w Ekwadorze. Kilkanaście sesji, każda w naturze, każda w innym miejscu tej samej doliny.
Po pierwszych kilku sesjach zacząłem rozumieć coś, czego nie dałoby się opisać słowami po jednej ceremonii. Huachuma nie jest rośliną jednorazowego użytku. Jest partnerem w procesie, który wymaga czasu.

Kolejne sesje przynosiły kolejne warstwy. Najpierw intensywność zmysłów. Potem, stopniowo, coś głębszego. Stan, w którym umysł odrywa się od postrzegania świata poprzez pojęcia i znaczenia, od języka, a co za tym idzie, od dualizmu. Do głosu dochodzi odczuwanie percepcyjne, bezpośrednie widzenie, bo pomiędzy jednostką a światem przestaje istnieć język, chęć nazwania i intelektualnego zrozumienia.
W momencie, w którym znika jednostkowy aparat pojęciowy, równocześnie znika „ja”, które staje się częścią bezosobowej całości. W bezznaczeniowej przestrzeni może zaistnieć doświadczenie jedności i głębokiego połączenia z wszechświatem.

To brzmi abstrakcyjnie, kiedy się to czyta. Kiedy się tego doświadcza, jest to najprostszą rzeczą na świecie. Tak proste, że trudno uwierzyć, że tak długo się tego szukało.
Istotą rzeczy jest to, że to jest. I choć ten fakt na trzeźwym umyśle nie robi wrażenia, to w odmiennym meskalinowym stanie jest niezwykle odkrywcze.
Dziadek pokazuje
Pracując z ludźmi podczas wypraw w Andy i w dżunglę Amazonii, widzę podobny wzorzec w relacjach uczestników. Niezależnie od tego, co przynoszą na sesję w pewnym momencie wiele osób dociera do podobnego miejsca.
Dziadek pokazuje, że życie jest piękne, bo jest. I że to wystarczy.
To jest proste zdanie, które w normalnym stanie świadomości może brzmieć jak banalny cytat z kalendarza. W stanie, który przynosi huachuma, jest doświadczane na całym ciele, jako fakt, nie jako przekonanie. Jako coś, czego nie trzeba udowadniać, bo jest oczywiste.

Wewnętrzna podróż po antypodach umysłu i zewnętrzna podróż do świątyń natury stanowią mieszankę głęboko transformującą. Zmiana perspektywy sprawia, że stajemy się bardziej elastyczni. Nie tylko psychicznie, ale w sposobie, w jaki widzimy to, co nas otacza.
Natura jako świątynia to opis stanu, do którego prowadzi spotkanie z huachumą w autentycznym, dzikim miejscu. Stanu, w którym codzienne pytania, co osiągnąłem, czego nie osiągnąłem, kim jestem, kim powinienem być, tracą swój ciężar. Nie dlatego, że znikają. Ale dlatego, że na chwilę jest coś ważniejszego. To, że jest niebo. Że jest skała. Że jest woda. Że jest oddech.

Kaktus nastraja na tryb być. A tryb być, jak się okazuje, jest trybem, w którym większość rzeczy można zobaczyć wyraźniej niż w trybie myśleć, planować, kontrolować.
Najczęściej zadawane pytania
Czym jest bezpośrednie widzenie i jak to się ma do halucynacji?
Halucynacja to widzenie czegoś, czego nie ma. Bezpośrednie widzenie to widzenie tego, co jest, bez filtra pojęć i języka. Huachuma nie tworzy rzeczy, których nie ma. Zmienia sposób, w jaki dociera do nas to, co jest. Różnica jest fundamentalna i ważna, szczególnie dla kogoś, kto boi się „utraty kontaktu z rzeczywistością.”
Dlaczego natura jest ważna podczas sesji z huachumą?
Huachuma otwiera percepcję na bezpośredni kontakt z otoczeniem. W zamkniętej przestrzeni oznacza to głównie kontakt z własnym wnętrzem. W naturze oznacza spotkanie z żywiołami, z rytmem, z czymś, co działa według własnych reguł i własnej inteligencji. Wielu prowadzących pracuje wyłącznie w naturze właśnie z tego powodu.
Czy fotografia podczas sesji jest dobrym pomysłem?
Dla niektórych osób tak, dla innych jest rozproszeniem. Wszystko zależy od tego, co jest Twoim naturalnym sposobem bycia w świecie. Jeśli fotografia jest dla Ciebie formą medytacji i uważności na co dzień, może stać się naturalną częścią pracy z huachumą. Jeśli nie, lepiej zostawić aparat i być z tym, co jest, bez pośrednika.
Co to znaczy, że natura jest świątynią?
Znaczy, że nie potrzeba budynku, rytuału, hierachii kapłańskiej ani instytucji, żeby spotkać to, co sacrum. Rzeka, skała, wiatr, słońce wystarczą. Huachuma otwiera wrażliwość na ten wymiar obecny w naturze, który na co dzień jest przysłonięty codziennym hałasem i pośpiechem.
Czy doświadczenie jedności z naturą jest trwałe?
Sam stan jest przejściowy. Ale coś, co po nim zostaje, jest trwałe dla wielu osób. Zmiana sposobu, w jaki patrzy się na las, morze czy góry. Poczucie, że jest się częścią czegoś większego, a nie obserwatorem z zewnątrz. Intensywność bywa różna za każdym razem, ale rzadko całkowicie znika.
