Kiedy ludzie pytają mnie o efekty ayahuaski, najczęściej słyszę jedno pytanie: „czy to zadziała?”. Rozumiem, skąd ono się bierze. Ale po latach pracy jako psycholog i facylitator ceremonii wiem, że bardziej użyteczne pytanie brzmi inaczej: co właściwie się dzieje, w jakim czasie, i co z tym zrobić.
Ayahuasca nie jest jednorazowym przełącznikiem. To, co wydarza się w ciągu kilku godzin samej ceremonii, to, co czujemy w dniach i tygodniach później, oraz to, co zostaje na miesiące czy lata, to trzy różne, choć powiązane warstwy doświadczenia. Każda z nich ma swoją własną dynamikę i swój sposób, w jaki opisują ją badania naukowe, tradycja amazońska i sami uczestnicy.

W tym tekście chcę przejść przez te trzy warstwy po kolei, łącząc to, co wiemy z badań, w tym kilku dobrze udokumentowanych badań klinicznych z ostatnich lat, z tym, co widzę w swojej pracy, i z tym, jak rozumie te procesy tradycja. Od razu zaznaczę jedno, efekty różnią się między ludźmi, czasem bardzo. To, co opisuję poniżej, to wzorce, które powtarzają się najczęściej, nie gwarancje.
Spis treści
Efekty w trakcie ceremonii ayahuaski
Już w pierwszej godzinie po wypiciu wywaru wielu ludzi doświadcza czegoś, co najlepiej nazwać otwarciem emocjonalnym. Smutek, który latami czekał na swoją kolej. Złość, o istnieniu której nie mieliśmy pojęcia. Ale równie często, czasem w tej samej nocy, czysta radość, wdzięczność, śmiech bez konkretnego powodu.
Z perspektywy farmakologicznej to ma swoje wyjaśnienie. Główne alkaloidy ayahuaski, w tym DMT oraz beta-karboliny zawarte w lianie Banisteriopsis caapi, wpływają na te same układy serotoninergiczne w mózgu, które regulują nastrój i które są celem wielu leków stosowanych w depresji i zaburzeniach lękowych. Ale farmakologia to tylko jedna warstwa opisu. Z perspektywy psychologicznej dzieje się coś, co przypomina otwarcie dostępu do materiału emocjonalnego, który w codziennym życiu jest dobrze zamknięty, przez nawyk, przez tempo życia, przez brak czasu i przestrzeni.
Jak wygląda sama ceremonia krok po kroku, opisuję w artykule Jak przebiega ceremonia ayahuasca w tradycji Shipibo
Pełny przegląd badań naukowych stojących za tymi efektami znajdziesz w artykule Ayahuasca pod lupą nauki
Doświadczenie mistyczne, rozpuszczenie ego i spotkanie ze śmiercią
Wiele z najsilniejszych momentów ceremonii należy do kategorii, którą badacze nazywają doświadczeniem mistycznym. W literaturze opisującej psychodeliki ten konstrukt obejmuje kilka powtarzających się elementów: poczucie jedności, ze sobą, z innymi, z całością istnienia, poczucie sacrum, czyli świętości danego momentu, oraz tak zwaną jakość noetyczną, silne przekonanie, że doświadcza się czegoś prawdziwego, bardziej rzeczywistego niż codzienność. Wiele osób opisuje to jako przypomnienie sobie czegoś, co się zawsze wiedziało, ale o czym się zapomniało. Często się mówi, że ayahuasca jest nieopisywalna, tak jak to doświadczenie wymyka się możliwości opisu, doświadczenie niedualistycznego wymiaru rzeczywistości.
To nie jest tylko piękne przeżycie. Badania nad psychodelikami konsekwentnie wskazują, że intensywność doświadczenia mistycznego jest jednym z najsilniejszych predyktorów trwałej, pozytywnej zmiany po sesji (ceremonii), silniejszym niż samo natężenie efektów percepcyjnych czy wizyjnych. Innymi słowy, to nie to, jak intensywne były wizje, ale jak głębokie było poczucie jedności i sensu, wydaje się mieć największe znaczenie dla tego, co zostaje na dłużej.

Jednym z wymiarów tego doświadczenia jest rozpuszczenie granic „ja”, poczucie, że granica między mną a wszystkim innym się rozmywa. Badanie zespołu Fernandy Palhano-Fontes z 2015 roku, opublikowane w PLOS ONE, wykorzystało funkcjonalny rezonans magnetyczny i wykazało istotny spadek aktywności w głównych węzłach sieci stanu spoczynkowego mózgu, zwanej Default Mode Network, zwłaszcza w obszarach odpowiadających za nieustanne przetwarzanie myśli o sobie, porównywanie, ocenianie, planowanie. Ta część mózgu, która bez przerwy mówi „ja, ja, ja”, na chwilę przycicha.
Jedną z najbardziej intensywnych form tego rozpuszczenia jest spotkanie ze śmiercią. Sama nazwa „ayahuasca” pochodzi z języka keczua i bywa tłumaczona jako „liana duszy” albo „liana umarłych”: „aya” oznacza duszę, ducha, osobę zmarłą, a „hasca” oznacza lianę, pnącze. To nie jest tylko etymologiczna ciekawostka. Wielu uczestników przechodzi podczas ceremonii przez doświadczenie, które subiektywnie przypomina umieranie. Czasem to poczucie wychodzenia poza ciało, unoszenia się, obserwowania siebie i sali ceremonialnej z zewnątrz. Czasem to bardziej dosłowne wizje własnej śmierci albo własnego pogrzebu.

Badanie zespołu Christophera Timmermanna, opublikowane w Frontiers in Psychology w 2018 roku, porównało fenomenologię doświadczeń pod wpływem DMT z doświadczeniami bliskimi śmierci zgłaszanymi przez osoby po realnych zdarzeniach zagrażających życiu. Wykazało ono znaczące podobieństwo w nieomal wszystkich badanych wymiarach: poczuciu opuszczania ciała, wchodzenia w inny wymiar, spotykania istot, oraz w tym, jak przekonujące i prawdziwe wydają się te doświadczenia osobie, która je przeżywa.
W mojej pracy widzę, że to spotkanie, choć bywa przerażające, niemal nigdy nie zostaje tylko przerażeniem. Bezpośrednie zetknięcie z własną śmiertelnością paradoksalnie często sprawia, że ktoś czuje się bardziej żywy, mniej zalękniony o drobne rzeczy, z dużo jaśniejszym poczuciem tego, co w jego życiu naprawdę się liczy. Czasem w tej przestrzeni pojawiają się też zmarli bliscy: rodzice, partnerzy, czasem dzieci.
Ciało, które oczyszcza się na kilku poziomach
Purga, czyli wymioty, czasem biegunka, dreszcze i pot, jest dla wielu osób, zanim wezmą udział w pierwszej ceremonii, tym, czego się najbardziej obawiają. A potem często słyszę, że było to coś zupełnie innego, niż się obawiali. Nie tyle skutek uboczny, ile część doświadczenia o własnym sensie.
Sama ayahuasca w wielu miejscach Amazonii nazywana jest po prostu la purga, oczyszczenie. Niektórzy badacze i znawcy tradycji amazońskiej uważają, że to właśnie ta funkcja mogła być pierwotnym powodem, dla którego ludzie zaczęli pić ten wywar, a wizje były tym, co odkryto później, niemal jako dodatek. W wielu społecznościach Amazonii napój z liany caapi, sam albo w połączeniu z innymi roślinami, był i bywa do dziś stosowany jako środek przeciwpasożytniczy, pomagający usunąć z organizmu pasożyty jelitowe, oraz jako ogólny środek czyszczący organizm, stosowany na przykład przed polowaniem, przed ważnymi wydarzeniami społeczności albo na początku diety z rośliną mistrzowską.
Badania laboratoryjne wskazują, że harmalina, jeden z głównych alkaloidów Banisteriopsis caapi, wykazuje pewną aktywność wobec niektórych pasożytów i pierwotniaków, a jej działanie pobudzające motorykę jelit mogło w naturalny sposób wspierać ich wydalanie z organizmu. W niektórych tradycjach osoby prowadzące ceremonie bywają nazywane purgueros, dosłownie tymi, którzy oczyszczają, a wśród starszych można usłyszeć powiedzenie: la purga misma te enseña, sama purga cię uczy.
W kontekście pracy Shipibo purga nie jest oddzielana od emocjonalnego i energetycznego oczyszczenia opisanego powyżej. To, co wychodzi z ciała, jest tym samym procesem, co to, co wychodzi emocjonalnie, jednym ruchem, nie dwoma osobnymi wydarzeniami. Wielu uczestników, niezależnie od tego, jak rozumieją te ramy, opisuje purgę jako ulgę, jako uwolnienie czegoś, czego było po prostu za dużo.
Wglądy: od myśli, przez obrazy, do dźwięku i koloru
Wglądy podczas ceremonii przychodzą w różnych formach. Najbardziej oczywista to wgląd poznawczy, bliski myśli: sytuacja, relacja, decyzja, z którą ktoś się zmagał miesiącami, nagle wygląda inaczej. Czasem bardzo prosto, „wiem, co muszę zrobić”, a czasem bardziej egzystencjalnie, „rozumiem, dlaczego boję się bliskości”. To, co jako psycholog uważam za szczególnie interesujące, to że te wglądy nie zawsze są „duchowe” w oczywisty sposób. Czasem są bardzo przyziemne. Ale mają wspólną cechę: pojawiają się z innej perspektywy niż ta, z której normalnie patrzymy na swoje życie, z większym dystansem, czasem z czymś, co przypomina patrzenie na siebie z zewnątrz.
Jest jednak drugi rodzaj wglądu, mniej werbalny, bardziej obrazowy i symboliczny. Zamiast myśli przychodzi obraz: geometryczny wzór, konkretne zwierzę, roślina, kształt, kolor, które niosą znaczenie, czasem oczywiste od razu, czasem takie, które „rozpakowuje się” dopiero dniami albo tygodniami po ceremonii. Koresponduje to z tradycją Shipibo, w której icaros, czyli śpiewane pieśni prowadzące ceremonię, oraz kené, charakterystyczne geometryczne wzory używane w sztuce i tekstyliach, są rozumiane jako ten sam język, tylko odbierany różnymi zmysłami.
Blisko związane z tym jest zjawisko, które w literaturze nazywa się synestezją, przenikaniem się zmysłów: dźwięk bywa widziany jako kolor albo ruch, kolor ma fakturę albo brzmienie, wzory pulsują w rytm muzyki. Badanie zespołu Kima Kuypersa z 2016 roku, opublikowane w Psychopharmacology, wykazało, że ayahuaska zwiększa myślenie dywergencyjne, ten bardziej otwarty, generatywny sposób myślenia leżący u podłoża kreatywności, jednocześnie zmniejszając myślenie konwergencyjne, czyli nawykowe dochodzenie do jednego, oczywistego rozwiązania. Wielu artystów i muzyków, z którymi pracowałem, opisuje te momenty jako jedne z najważniejszych twórczych doświadczeń w życiu. Nie tyle w sensie „mam pomysł na projekt”, ile odzyskania bardziej swobodnego, mniej ocenzurowanego sposobu postrzegania świata.

Zwierciadło: rozpoznanie wzorca i czułość dla siebie
Jedno z najbardziej uniwersalnych doświadczeń, jakie widzę, nie zawsze pasuje do kategorii wglądu w sensie jednorazowego błysku. To bardziej proces rozpoznawania wzorca. Ayahuaska bywa nazywana zwierciadłem, lustrem, i to określenie dobrze oddaje, jak to działa: nie mówi człowiekowi czegoś nowego z zewnątrz, pokazuje mu to, co już w nim jest, tylko z większą jasnością niż zwykle.
Często oznacza to zobaczenie nie tylko „czuję lęk”, ale dlaczego, nie tylko „ta relacja jest trudna”, ale powtarzający się od lat schemat, który się w niej odgrywa. Czasem to oznacza zobaczenie, jak sami, swoimi nawykami, sposobem myślenia o sobie, sposobem reagowania, przyczyniamy się do własnego bólu. To może zabrzmieć surowo, ale w mojej obserwacji rzadko przychodzi z osądem. Częściej przychodzi z jasnością, bez dramatyzowania, bardziej jak: „och, więc to tak to działa”.
I prawie zawsze obok tej jasności przychodzi coś jeszcze, fala czułości wobec siebie. Ludzie, którzy są dla siebie najsurowsi, nagle czują coś bliskiego miłości, często wobec młodszej wersji siebie, dziecka, które rozwinęło te wzorce z dobrego powodu, jako sposób przetrwania w warunkach, w jakich wtedy było. To połączenie, jasne widzenie własnych wzorców razem z głębokim współczuciem dla siebie, jest moim zdaniem jednym z najcichszych, a najważniejszych wydarzeń w całej ceremonii.
Badania zespołu Elisabet Domínguez-Clavé, opublikowane w 2021 roku, wskazują, że ayahuaska zwiększa zdolność do samowspółczucia, traktowania siebie z taką życzliwością, z jaką traktowalibyśmy bliskiego przyjaciela, i jednocześnie zmniejsza tendencję do surowej samokrytyki. To jeden z mniej spektakularnych, ale najbardziej praktycznych efektów całej tej pracy, nie nowa informacja o świecie, ale nowy, łagodniejszy sposób bycia ze sobą.
Połączenie z innymi
Ceremonia dzieje się zwykle w grupie i bardzo często ludzie wychodzą z niej z poczuciem głębszej bliskości z osobami, z którymi ją przeżyli, nawet jeśli wcześniej się nie znali. To poczucie więzi często wykracza poza salę ceremonialną. Niektórzy opisują nagłą, intensywną czułość wobec ludzi ze swojego życia, czasem dokładnie tych, z którymi relacja jest najbardziej skomplikowana.
Badania nad empatią po sesjach z ayahuaską, w tym praca zespołu Marii Kiragi opublikowana w Frontiers in Pharmacology w 2021 roku, wskazują na wzrost zdolności do wczuwania się w emocje innych. Z perspektywy psychologicznej, kiedy na chwilę cichnie wewnętrzny filtr oceniający i porównujący, łatwiej dostrzec drugiego człowieka takim, jaki jest, bez warstwy historii, którą zwykle na niego nakładamy. To, co działo się chwilę wcześniej w relacji z samym sobą, czułość zamiast krytyki, rozciąga się tutaj na innych.
Kiedy pojawia się trudność: spotkanie z lękiem i traumą
Nie każda ceremonia jest miękka i przyjemna. Czasem to, co przychodzi, to strach, czasem bardzo intensywny, czasem bez konkretnej treści, po prostu fala paniki albo poczucia, że to jest za dużo. Czasem przychodzą obrazy albo wspomnienia, które wolelibyśmy zostawić tam, gdzie były, sceny z dzieciństwa, twarze ludzi, którzy nas skrzywdzili, momenty, w których baliśmy się, byliśmy sami, czuliśmy wstyd. Czasem to, co opisałem wcześniej jako spotkanie ze śmiercią, przybiera formę bardziej osobistą, poczucie rozpadania się czegoś, co wcześniej trzymało nas razem, jakiejś roli, tożsamości, sposobu bycia, który już nie pasuje.
To są momenty, w których najłatwiej pomyśleć „coś jest nie tak”. A jednocześnie to właśnie one, w mojej obserwacji, najczęściej okazują się tym, po co ludzie wracają do tej pracy, nawet jeśli w danym momencie chcieliby z niej wyjść. Coś, co w zwykłym, codziennym stanie umysłu jest zamrożone, wspomnienie, które wracało zawsze w tej samej, sztywnej formie, emocja, której nigdy nie udało się dokończyć, w tym stanie staje się ruchome.
To właśnie z tych momentów najczęściej wyrastają rzeczy, które ludzie nazywają wybaczeniem, sobie albo komuś innemu. Albo odpuszczeniem czegoś, co latami nosiliśmy jak ciężar, a co w pewnym momencie po prostu przestaje być potrzebne. Hipoteza, którą rozwija między innymi badacz Antonio Inserra, sugeruje, że receptor sigma-1, na który działa DMT, może odgrywać rolę w tym, jak mózg przetwarza i przepisuje trudne wspomnienia, otwierając okno, w którym stare wzorce stają się bardziej plastyczne. To wciąż hipoteza, nie ostateczna odpowiedź, ale dobrze rezonuje z tym, co widzę u ludzi, którzy przechodzą przez te trudniejsze momenty i wychodzą z drugiej strony z czymś, co naprawdę się zmieniło.
Efekty ayahuasca po ceremonii
Lżej na duszy
Jedną z najczęściej zgłaszanych rzeczy w dniach po ceremonii jest po prostu: jest lżej. Mniej ciężaru, mniej szumu w głowie, czasem pierwszy raz od dawna spokojny sen.
To jeden z najlepiej zbadanych obszarów w całej tej dziedzinie. W randomizowanym, kontrolowanym badaniu z udziałem 29 osób z depresją oporną na leczenie, przeprowadzonym przez zespół Fernandy Palhano-Fontes i opublikowanym w Psychological Medicine w 2019 roku, jedna dawka ayahuaski prowadziła do istotnej statystycznie redukcji objawów depresyjnych już dzień po sesji, a różnica względem grupy placebo była jeszcze wyraźniejsza tydzień później. Wcześniejsze, otwarte badania tego samego zespołu, z udziałem osób z nawracającą depresją, wskazywały, że poprawa nastroju może utrzymywać się nawet do trzech tygodni po jednej sesji.
Ważne jest jednak, żeby nie traktować tego jak włącznika. To nie jest tak, że smutek czy lęk znikają na zawsze po jednej ceremonii. To, co znika, przynajmniej na pewien czas, to często sztywność, z jaką trzymaliśmy się danego stanu emocjonalnego. Pojawia się okno, w którym łatwiej coś zmienić, niż było wcześniej.
Większy dystans do własnych myśli
To jest temat, który uważam za jeden z najbardziej praktycznych, szczególnie dla osób zmagających się z lękiem i ruminacją. Badanie zespołu Joanny Soler z 2016 roku, opublikowane w Psychopharmacology, wykazało, że jednorazowe przyjęcie ayahuaski zwiększa zdolności związane z uważnością, w tym obserwowanie własnych doświadczeń bez automatycznego wchodzenia w nie. Dwa lata później ten sam zespół poszedł krok dalej. W badaniu porównującym cztery sesje z ayahuaską ze standardowym, ośmiotygodniowym programem redukcji stresu opartym na uważności (MBSR), opublikowanym w Frontiers in Pharmacology, efekty w zakresie tak zwanego „acceptance”, czyli zdolności do przyjmowania trudnych myśli i emocji bez walki z nimi, były porównywalne między obiema grupami.
Zdolność do obserwowania własnych myśli i emocji jako czegoś, co się dzieje, a nie czegoś, czym automatycznie się stajemy, pojawia się też w badaniach nad tak zwanym efektem „afterglow”. Badanie z 2020 roku wykazało, że wzrost uważności i elastyczności poznawczej w ciągu 24 godzin po ceremonii występuje niezależnie od tego, czy dana osoba miała wcześniej doświadczenie z ayahuaską. W praktyce wielu ludzi opisuje to tak: „wciąż mam te same myśli, ale jakoś mniej mnie one łapią”. Dla kogoś, kto żyje z lękiem, ruminacją czy nawykiem ostrej autokrytyki, to bywa zmianą, która sama w sobie otwiera drzwi do dalszej pracy, terapeutycznej czy jakiejkolwiek innej.
Dlaczego te dni wyglądają różnie u różnych osób
Tu warto na chwilę się zatrzymać, bo to jest moment, w którym najczęściej widzę nieporozumienia. Dwie osoby mogą przejść przez bardzo podobną ceremonię i wyjść z niej z zupełnie różnymi doświadczeniami. Jedna czuje wyraźną ulgę i jasność. Druga, mimo że ceremonia była „dobra”, czuje się przez kilka dni rozregulowana, bardziej wrażliwa, czasem płaczliwa.
To z moich obserwacji jest całkiem normalne. To, co dzieje się w tych dniach, zależy od bardzo wielu rzeczy. Od tego, co konkretnie wydarzyło się podczas ceremonii, od historii i temperamentu danej osoby, od tego, czy ma w życiu przestrzeń, żeby to, co przyszło, mogło „się dotrzeć”, a nie zostać natychmiast przykryte codziennymi obowiązkami. Tradycja, w której pracuję, mówi tu wprost o znaczeniu kontekstu i intencji, a duże badania ankietowe, takie jak Global Ayahuasca Survey z udziałem ponad dziesięciu tysięcy osób, potwierdzają, że kontekst, w jakim odbywa się praca z medycyną, jest jednym z najsilniejszych czynników wpływających na to, jak te dni będą wyglądać.
Zdrowie psychiczne w długiej perspektywie
Jedne z pierwszych systematycznych badań nad członkami União do Vegetal, przeprowadzone przez zespół Charlesa Groba i opublikowane w Journal of Nervous and Mental Disease w 1996 roku, opisywały ich jako bardziej optymistycznych, pewnych siebie i refleksyjnych w porównaniu z dobraną grupą kontrolną. Późniejsze badanie, prowadzone przez Paulę Barbosę i opublikowane w 2009 roku, wykazało, że wzrost pewności siebie i optymizmu po sześciu miesiącach regularnego stosowania korelował z poprawą zdrowia psychicznego i redukcją drobnych objawów psychiatrycznych.
W obszarze lęku obraz jest bardziej złożony, ale w dobrym sensie. Badania nad regulacją emocjonalną, prowadzone przez zespół Elisabeth Domínguez-Clavé, wykazały, że ayahuaska poprawia regulację emocji zarówno w populacji ogólnej, jak i u osób z trudnościami w tym zakresie. To koresponduje z tym, co opisałem wcześniej: praca z lękiem często zaczyna się w trudniejszym momencie ceremonii, a kontynuuje w postaci lepszej regulacji emocjonalnej w kolejnych tygodniach i miesiącach.
Najbardziej obiecujący, choć wciąż wymagający więcej badań, jest obszar pracy z traumą. To, co zaczyna się jako spotkanie z trudnym wspomnieniem podczas ceremonii, opisane wcześniej, u wielu osób rozwija się w stronę realnej zmiany w sposobie, w jaki noszą tę traumę w codziennym życiu. Programy pracy z weteranami wojennymi, takie jak te prowadzone przez Heroic Hearts Project, dokumentują takie historie na poziomie obserwacji klinicznych. To wciąż dane wczesne, ale w połączeniu z hipotezą o roli receptora sigma-1 w przetwarzaniu trudnych wspomnień, dają solidny grunt do dalszych, większych badań.
Mózg, który staje się bardziej plastyczny
Jedno z pytań, które najczęściej słyszę, to: czy te zmiany są „tylko w głowie”, czy dzieje się coś realnego na poziomie biologii. Odpowiedź, według tego, co dziś wiemy, brzmi: prawdopodobnie tak.
Badanie osadzone w randomizowanym badaniu klinicznym, przeprowadzone przez zespół Rafaela Nogueiry de Almeidy i opublikowane w Frontiers in Psychology w 2019 roku, sprawdzało poziom BDNF, czyli mózgowego czynnika neurotroficznego, w surowicy osób z depresją po jednej dawce ayahuaski. BDNF jest białkiem, którego niski poziom wiąże się z depresją, a jego wzrost jest jednym z mechanizmów łączonych z neuroplastycznością, czyli zdolnością mózgu do tworzenia nowych połączeń.
Jeszcze dalej w tym kierunku idą badania nad neurogenezą, czyli powstawaniem nowych neuronów w mózgu dorosłym. Praca zespołu José Antonio Moralesa-Garcíi, opublikowana w Scientific Reports w 2017 roku, wykazała, że główne alkaloidy zawarte w lianie Banisteriopsis caapi stymulują w warunkach laboratoryjnych proliferację i różnicowanie ludzkich komórek progenitorowych, czyli komórek, z których powstają nowe neurony. Kontynuacja tych badań na modelach zwierzęcych wykazała podobny efekt dla samego DMT, działającego przez receptor sigma-1.
To wciąż badania na poziomie komórek i zwierząt, nie dowód na to, że konkretny mechanizm tłumaczy konkretną zmianę u konkretnej osoby. Ale daje to biologiczne podłoże dla czegoś, co od dawna obserwuję w praktyce: zmiany, które zaczynają się w ceremonii, nie muszą być tylko chwilowym stanem umysłu. Mózg w tym oknie czasowym wydaje się bardziej zdolny do tworzenia nowych wzorców, nowych połączeń, nowych sposobów reagowania.
Zmiany w charakterze
To może zabrzmieć zaskakująco, ale badania nad osobami, które przez wiele lat regularnie pracują z ayahuaską w ramach tradycji religijnej, konsekwentnie pokazują różnice w cechach osobowości w porównaniu z osobami, które tego nie robią. Badanie przeprowadzone przez zespół José Carlosa Bousa, opublikowane w PLoS ONE w 2012 roku, porównało długoletnich, co najmniej piętnastoletnich użytkowników ayahuaski z dobranymi pod względem wieku, płci i religii osobami z grup kontrolnych. Użytkownicy ayahuaski uzyskiwali istotnie wyższe wyniki w wymiarze samotranscendencji, czyli poczucia bycia częścią czegoś większego niż własne, indywidualne „ja”, a także w otwartości na nowe doświadczenia i ugodowości.
Nowsze badanie tego samego zespołu, planowane na 2026 rok, idzie dalej i sugeruje, że to właśnie cechy osobowości, nie funkcje poznawcze, najlepiej odróżniają użytkowników ayahuaski od osób niestosujących substancji psychoaktywnych.
Nie wiemy jeszcze do końca, co jest tu przyczyną a co skutkiem: czy praca z medycyną zmienia ludzi w tym kierunku, czy ludzie o takich skłonnościach częściej wybierają tę ścieżkę i w niej zostają. Najprawdopodobniej oba te procesy działają razem. Ale dla kogoś, kto wraca do tej pracy regularnie, przez lata, te zmiany, według tego, co widzę i co mówią badania, są realne.
Nowy kierunek, nowy sens
Na koniec coś, co trudno zmierzyć liczbami, ale co dla wielu ludzi jest najważniejsze: zmiana w tym, jak rozumieją swoje życie, co ma w nim sens, co jest ważne, dokąd idą. To, co zaczyna się jako wgląd podczas jednej ceremonii, opisany wcześniej, bardzo często nie kończy się wraz z nią. Czasem to dosłownie proces, który toczy się dalej. Ktoś wraca do domu i zauważa, że pewna relacja, która od lat była źródłem napięcia, nagle wydaje się prostsza, albo że decyzja, którą odkładał latami, przestaje być trudna.
W tradycji Shipibo to jest naturalna konsekwencja relacji z roślinami: im głębsza ta relacja, tym więcej wskazówek otrzymuje człowiek na swojej drodze. Z perspektywy psychologicznej, niezależnie od tego, jak to nazwiemy, widzę to jako przesunięcie priorytetów, od tego, co „powinienem” robić, w stronę tego, co naprawdę czuję, że ma znaczenie. To rzadko jest spektakularna zmiana z dnia na dzień. Częściej to coś, co zaczyna się od jednej ceremonii, a potem rozwija się, czasem przez lata, w dialogu z tą pracą.
Kiedy zmieniają się nawyki
Jednym z lepiej udokumentowanych obszarów poza populacją religijną jest praca z uzależnieniami. Program prowadzony we współpracy ze społecznością Pierwszych Narodów w Kolumbii Brytyjskiej, opisany przez zespół Geralda Thomasa w Current Drug Abuse Reviews w 2013 roku, łączył kilka dni pracy grupowej z dwiema ceremoniami ayahuaski prowadzonymi w stylu Shipibo. Po sześciu miesiącach uczestnicy zgłaszali istotne zmniejszenie problemowego używania kokainy, a także poprawę poczucia nadziei, wpływu na własne życie i jakości życia.
Późniejsza analiza jakościowa tych samych uczestników, przeprowadzona przez zespół Elise Argento i opublikowana w 2019 roku, pokazała coś, co wydaje mi się kluczowe, narracje o tym, co się zmieniło, różniły się od typowych dla terapii konwencjonalnej. Uczestnicy częściej mówili o rozpoznaniu źródłowych wzorców emocjonalnych i o duchowym przewartościowaniu niż o „technikach” radzenia sobie z głodem. Innymi słowy, zmiana nawyku była tu efektem czegoś głębszego, nie celem samym w sobie.
Inaczej w relacjach
Wielu uczestników, zwłaszcza po dłuższej pracy, na przykład podczas diety z roślinami mistrzowskimi (master plant dieta), zauważa zmianę w tym, jak są w relacjach: więcej szczerości, mniej potrzeby udawania, większa łatwość w mówieniu o tym, co naprawdę czują. Czasem to oznacza zbliżenie się do kogoś, czasem szczerą rozmowę odkładaną latami. A czasem oznacza też dystans od relacji, które przestały być zgodne z tym, kim ta osoba teraz jest. Ta ostatnia rzecz bywa trudna, ale jest częścią tego samego procesu integracji, nie tylko same wglądy.
Integracja to most między doświadczeniem a trwałą zmianą
Wszystko, co opisałem powyżej, to wzorce, nie gwarancje, i to z jednego konkretnego powodu: to, co dzieje się podczas ceremonii i w dniach po niej, jest dopiero połową procesu. Drugą połową jest integracja, czyli to, co robimy z doświadczeniem później.
Często mówię, że ceremonia bez integracji jest jak operacja bez rehabilitacji. Coś ważnego się wydarzyło, ale bez przestrzeni, żeby to przetworzyć, łatwo zostać z materiałem, który wisi tygodniami albo latami, bez przełożenia na realną zmianę. Wgląd, który nie zostanie w żaden sposób dopowiedziany w codziennym życiu, w rozmowie, w dzienniku, w pracy terapeutycznej, może z czasem wyblaknąć. Ten, który zostaje świadomie przepracowany, częściej staje się trwałą zmianą, nie tylko wspomnieniem czegoś poruszającego.
To jest też powód, dla którego jedna ceremonia rzadko jest całą historią. Czasem pierwsza sesja jest delikatna, niemal nic się nie dzieje, a głębiej otwiera się druga albo trzecia. Dlatego praca rozłożona na kilka sesji, w odstępach, z czasem na integrację między nimi, daje medycynie i danej osobie szansę, żeby dotrzeć głębiej, niż pozwala na to jedna noc.
A jeśli ktoś pyta mnie, gdzie dzieje się najgłębsza praca, odpowiadam zawsze tak samo: w master plant dieta. To dłuższy i bardziej wymagający proces, dni albo tygodnie w bardziej odosobnionych warunkach, w relacji z konkretną rośliną nauczycielką. Ale to właśnie tam, w mojej pracy i w tradycji, z którą się uczę, dzieje się najwięcej.
Pisząc ten tekst, próbowałem pokazać efekty ayahuaski tak, jak je widzę, nie jako listę obietnic, ale jako mapę procesu, który ma swoją własną logikę i swój własny rytm. To, co dzieje się w trakcie ceremonii, to, co czujemy w dniach po niej, i to, co zostaje na lata, to trzy różne historie, ale jedna podróż.
Jeśli jest jedna rzecz, którą chciałbym, żeby ktoś zabrał z tego tekstu, to ta: efektów ayahuaski nie da się zamówić, ale można im stworzyć warunki. Otwartość, jasna intencja, zaufanie do procesu, dobra opieka i przestrzeń na integrację po. To, co dzieje się w tych warunkach, jest zwykle dokładnie tym, czego dana osoba w danym momencie najbardziej potrzebuje, nawet jeśli nie wygląda to tak, jak się spodziewała.
Więcej o tym, jak wygląda master plant dieta, piszę w obszernym artykule Master Plant Dieta – Wprowadzenie
Najczęściej zadawane pytania
Jak długo trwają efekty ayahuaski?
Efekty można podzielić na trzy warstwy czasowe. Same doświadczenie podczas ceremonii trwa zwykle od czterech do sześciu godzin. Efekty krótkoterminowe, takie jak poprawa nastroju czy większy dystans do własnych myśli, badania obserwują od jednego dnia do około trzech tygodni po sesji. Zmiany długoterminowe, dotyczące cech osobowości, poczucia sensu czy wzorców zachowania, naukowcy obserwują u osób pracujących z ayahuaską regularnie, na przestrzeni miesięcy i lat.
Czy każdy doświadcza tych samych efektów podczas ceremonii?
Nie. Dwie osoby mogą przejść przez bardzo podobną ceremonię i wyjść z niej z zupełnie różnymi doświadczeniami. To, co się wydarzy, zależy od stanu danej osoby w danym momencie, jej historii, intencji oraz kontekstu, w jakim odbywa się ceremonia. Duże badania ankietowe, takie jak Global Ayahuasca Survey, potwierdzają, że kontekst jest jednym z najsilniejszych czynników wpływających na przebieg i efekty doświadczenia.
Co oznacza, że ayahuaskę nazywa się „lianą duszy”?
Nazwa „ayahuasca” pochodzi z języka keczua: „aya” oznacza duszę, ducha lub osobę zmarłą, a „huasca” oznacza lianę lub pnącze. Określenie to odnosi się do jednego z najbardziej charakterystycznych elementów doświadczenia, poczucia bliskiego kontaktu ze śmiercią, czasem w formie wyjścia poza ciało, czasem jako symboliczna konfrontacja z własną śmiertelnością. Badania porównujące fenomenologię DMT z doświadczeniami bliskimi śmierci potwierdzają znaczące podobieństwo między tymi stanami.
Czy trudne lub przerażające doświadczenie podczas ceremonii oznacza, że coś poszło nie tak?
Niekoniecznie, a często wręcz odwrotnie. Momenty, w których pojawia się strach, smutek czy konfrontacja z trudnymi wspomnieniami, są często tymi, z których wyrastają najważniejsze, trwałe zmiany: reinterpretacja, wybaczenie, odpuszczenie. Kluczowe jest jednak, żeby takie doświadczenie miało odpowiednie wsparcie, zarówno podczas ceremonii, jak i w procesie integracji po niej.
Czym jest doświadczenie mistyczne podczas ceremonii ayahuaski?
W badaniach nad psychodelikami doświadczenie mistyczne to konstrukt obejmujący poczucie jedności ze sobą, innymi lub całością istnienia, poczucie sacrum oraz silne przekonanie o prawdziwości i znaczeniu tego, co się dzieje. Intensywność tego doświadczenia jest jednym z najsilniejszych predyktorów trwałej, pozytywnej zmiany po sesji.
Ile ceremonii potrzeba, żeby zobaczyć realne zmiany?
Nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy to od osoby i od tego, czego szuka. Jedna ceremonia rzadko jest całą historią: czasem pierwsza sesja jest delikatna, a głębiej otwiera się druga lub trzecia. Praca rozłożona na kilka sesji, z czasem na integrację między nimi, zwykle daje głębsze i trwalsze efekty niż jednorazowe doświadczenie, a najgłębsza praca odbywa się tradycyjnie podczas dłuższej diety z rośliną mistrzowską (master plant dieta).
Źródła
Palhano-Fontes, F. et al. (2015). The Psychedelic State Induced by Ayahuasca Modulates the Activity and Connectivity of the Default Mode Network. PLOS ONE, 10(2), e0118143. https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0118143
Timmermann, C., Roseman, L., Williams, L. et al. (2018). DMT Models the Near-Death Experience. Frontiers in Psychology, 9, 1424. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC6107838/
Kuypers, K.P.C. et al. (2016). Ayahuasca enhances creative divergent thinking while decreasing conventional convergent thinking. Psychopharmacology, 233(18), 3395–3403. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4989012/
Domínguez-Clavé, E., Soler, J., Elices, M., Franquesa, A., Álvarez, E., Pascual, J.C. (2021). Ayahuasca may help to improve self-compassion and self-criticism capacities. Human Psychopharmacology, 37(1), e2807. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/34411343/
Kiraga, M.K., Mason, N.L., Uthaug, M.V. et al. (2021). Persisting Effects of Ayahuasca on Empathy, Creative Thinking, Decentering, Personality, and Well-Being. Frontiers in Pharmacology, 12:721537. https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fphar.2021.721537/full
Palhano-Fontes, F., Barreto, D., Onias, H. et al. (2019). Rapid antidepressant effects of the psychedelic ayahuasca in treatment-resistant depression: a randomized placebo-controlled trial. Psychological Medicine, 49(4), 655–663. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29903051/
Bouso, J.C. et al. (2012). Personality, psychopathology, life attitudes and neuropsychological performance among ritual users of ayahuasca: a longitudinal study. PLoS ONE, 7(8), e42421. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0042421
